rust and bone

Z krwi i kości (2012) – nie jesteśmy nietykalni

Podobieństwo między historiami Jacquesa Audiarda Z krwi i kości (2012) a o rok wcześniejszymi Nietykalnymi (2011) wydaje się być uderzające. Oba te filmy przedstawiają bohaterów niepełnosprawnych, którzy próbują swoją powypadkową traumę przezwyciężyć dzięki pomocy osoby z zewnątrz. Osoby szczególnej, bo w obu przypadkach swoją pomocną dłoń wyciągają nieokrzesani młodzieńcy z przedmieść.

Śmiech i łzy

Nietykalnych dominował ton luźny, komediowy – schemat filmu trochę odzwierciedlał te znane z bajek z dzieciństwa, gdzie główny bohater odnajduje, że tak naprawdę najważniejszą wartością w życiu jest pomaganie innym i przechodzi magiczną przemianę. Ale Audiard sprawę nieco komplikuje, jak w życiu – o ile w Nietykalnych bohaterowie wyciskają z widzów łzy wzruszenia, tak tutaj emocje towarzyszące nam w czasie projekcji są o wiele bardziej złożone – od złości przez nadzieję aż po strach.

W istocie, bohaterowie nie są nietykalni, choć usiłują stworzyć taki pozór: Ali – z zewnątrz groźny, dobrze zbudowany mężczyzna – tak naprawdę nie potrafi poradzić sobie w życiu, a w walkach na śmierć i życie szuka nie tylko pieniędzy, ale i wyładowania emocji. Stéphanie – treserka orek – w wypadku traci zarówno wymarzoną pracę, jak i pełnosprawność. Przypadkowe spotkanie dwójki bohaterów jeszcze sprzed wypadku, które zaowocowało wymianą numeru telefonu, teraz ma szansę wyprowadzić ich na prostą. Ale pytanie brzmi – czy i jak z niej skorzystają?

Z krwi i kości pozwala na obserwację tego, jak główni bohaterowie radzą sobie postawieni pod murem skrajnie trudnych emocji. Tkwią w tym razem, ale tylko podświadomie zdają sobie sprawę, że ich nadzieja spoczywa na tej drugiej osobie. Ich niezdolność do komunikacji przy jednoczesnej walce ze swoimi słabościami to – w mojej opinii – główny temat filmu, który, z pozoru ubrany w historię o niepełnosprawnościach wywołuje naprawdę potężny ładunek emocjonalny.

Ucieczka i akceptacja

To właśnie aspekt psychologiczny w filmie jest najbardziej przyciągający. Audiard potrafi skonstruować postaci, które są na swój powikłany sposób wyjęte z danego społecznego kontekstu, gdyż nie potrafią lub nie chcą do niego pasować. I także na drugim planie dzieją się historie osób, które poszukują wyjścia – lub po prostu ucieczki – z rzeczywistości (jak siostra Aliego czy też jego syn). Wpleciony w to wszystko dosłowny motyw walki (Ali jest kickbokserem, który bije się za pieniądze) doskonale wizualizuje wewnętrzny stan bohatera. Podobnie w przypadku Stéphanie i jej odnajdywania rzeczywistości na nowo, na wózku inwalidzkim, będzie stanowiło dowód jej wewnętrznej walki o samą siebie.

A jeśli już o stronie wizualnej – operator, Stéphane Fontaine, doskonale wie, jak obchodzić się z kamerą. W rozmowach często obserwujemy bohaterów poprzez długie, pozbawione cięć ujęcia, gdzie filmowana z ręki scena tylko zyskuje na wiarygodności. A gdy sceny dialogowe ustępują momentom refleksji, kamera zastyga i odchodzi na drugi plan, a nośnikiem emocji staje się muzyka. Chwila, która najbardziej zapadła mi w pamięć to moment, kiedy Stéphanie – zza szyby – wydaje orce rozkazy. Scena dość wielowymiarowa do interpretacji, może być odebrana jako symbol pogodzenia się ze swoim losem i próbę zmierzenia się z nie-idealną teraźniejszością.

Film Audiarda zasługuje na wszystkie laury, które zebrał na festiwalach i plebiscytach na świecie. Coś, co burzy obraz całości, to zakończenie – w moim odczuciu dość przyspieszone, które na tle wolno rozwijającej się akcji w filmie wydaje się nieco naiwne. Ale, w przeciwieństwie do Nietykalnych, historia Audiarda – z pozoru opowieść o tym, co wszyscy już widzieli – uderza nas w twarz niezwykle mocno. A jeśli popłyną łzy, to na pewno nie będą to tylko i wyłącznie łzy wzruszenia.

Zapraszam Cię serdecznie do polubienia fanpage’a – co tydzień we wtorek nowa propozycja filmowa, a w międzyczasie inne ciekawostki prosto z Paryża!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *