7 pytań do Kieślowskego

7 pytań na temat Kieślowskiego – cz. 1

Ostatnich kilka tygodni spędzam w kwarantannie w swoim mieszkaniu, a większość czasu zajmuje mi przygotowywanie mojej pracy magisterskiej. Jej głównym tematem jest kino Kieślowskiego, ze szczególnym zwróceniem uwagi na jego muzykę.

W trakcie rozmowy z Karoliną Banachowicz, autorką bloga Uwielbiam Francję, okazało się, że nasze życiorysy mają wspólną cechę. Zarówno na nią, jak i na mnie, Kieślowski wywarł ogromny wpływ. Tym samym postanowiliśmy wspólnie zadać sobie kilka pytań na temat tego reżysera, a następnie się z Wami podzielić. Może dla kogoś z Was również obejrzenie „Trzech kolorów” było momentem przełomowym?

Po drugą część koniecznie odwiedźcie bloga Karoliny, gdzie znajdziecie również wiele niesamowitych i dalekich od sztampy opisów Francji z przepięknymi zdjęciami! Wpadnijcie również na jej fanpage’a na Facebooku!

Jaki jest Twój ulubiony fabularny film Kieślowskiego?

Karolina: Moim ulubionym filmem Kieślowskiego jest « Trzy kolory: Niebieski » z Juliette Binoche. Sądzę, że gdyby nie ten film, to też nigdy by nie było mnie we Francji… Paradoksalnie to właśnie dzięki Kieślowskiemu i temu filmowi zakochałam się we Francji. Była to miłość od pierwszego wrażenia… I to jak na miłość przystało z wieloma momentami szczęścia i smutku. Zawsze gdzieś podskórnie czułam że Francja jest moim miejscem… Uwielbiałam tą nonszalanckość i elegancję razem wziętą, którą Kieślowski przepięknie pokazał w tym filmie. 

Maciej: Podobnie jak Karolina, wskażę na „Trzy kolory: Niebieski”. Dla mnie również pierwszy seans „Niebieskiego” był momentem, w którym zostałem zaintrygowany twórczością Kieślowskiego. Obejrzałem trylogię po raz pierwszy w liceum i wywołała we mnie spore emocje. Teraz przygotowuję pracę magisterską na temat właśnie „Niebieskiego”, ze szczególnym skupieniem na jego ścieżce dźwiękowej autorstwa Zbigniewa Preisnera. Mimo tego, że traktuję teraz ten film jako przedmiot analizy, w zupełności nie przeszkadza mi to w jego „odczuwaniu”. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że rozumiem go coraz lepiej.

Która scena z filmów Kieślowskiego najbardziej wbiła Ci się w pamięć?

Karolina: Są to dwie sceny z filmu « Niebieski ». Pierwsza to ta, w której Juliette Binoche chcąc poczuć ból przesuwa pięść wzdłuż kamiennego muru. Druga scena, w której sama pływa w ogromnym błękitno-niebieskim basenie… Dwie sceny tak różne, a tak bardzo mi utkwiły w pamięci. 

Maciej: Ostatnia scena „Urzędu” bardzo mocno wbiła mi się w pamięć ze względu na bardzo mocne w wydźwięku porównanie „symfonii ludzkich głosów” i stosu zupełnie już nieważnych dokumentów zalegających na półkach. Poza tym, bardzo przeraża mnie piąty dzień w tygodniu z „Siedmiu kobiet w różnym wieku”. Jestem ciekaw, na ile lepiej zrozumiem scenę pokazu mody z „Czerwonego” gdy będę o trochę starszy. 

Czyją rolę u Kieślowskiego najbardziej wspominasz i dlaczego?

Karolina: Zdaje się że jak odpowiem po raz trzeci: Juliette Binoche w filmie « Niebieski » to będę nudna… To żeby trochę zróżnicować, to też bardzo dobrze wspominam rolę Irène Jacob w filmie « Podwójne życie Weroniki » oraz Jerzego Stuhra w filmie « Amator ». Sądzę, że jest to spowodowane połączeniem znakomitej gry aktorskiej ze świetnym scenariuszem każdego z tych filmów. 

Maciej: Nie za bardzo przywiązuję się do jakichkolwiek ról, ale bardzo lubię postać Valentine z „Czerwonego” za to, że nie przestaje szukać i za jej relację z Sędzią. Myślę, że podobnie jak sama aktorka w tamtych czasach, biorąc pod uwagę jej wywiady na temat Kieślowskiego.

Jaki jest Twój ulubiony cytat z Kieślowskiego?

Karolina: Może nie tyle to cytat, ale jego sposób na życie. Kieślowski zawsze powtarzał, że jest pesymistą. I niemalże w każdym wywiadzie, filmie czy książce to powtarzał. I tak jak dawniej nie bardzo to rozumiałam, co to znaczy być pesymistą, tak teraz im jestem starsza, tym bardziej go rozumiem… Mój stan ducha i myśli oceniłabym teraz jako bycia sceptyczną optymistką. 

Maciej: „Opowiadam tylko proste historie”.

Czy jest jakaś książka o Kieślowskim, którą szczególnie polecasz?

Karolina: Jest jedna taka mała książeczka, którą czytałam wiele razy do momentu, w którym po przez moje liczne przeprowadzki zaginęła. Jest to Krzysztof Kieślowski « O sobie » Wydawnictwo Znak. Ta książka jest fenomenalnym zapoznaniem się z Kieślowskim, jeśli jest ktoś kto go nie zna. Warto by było zacząć od tej właśnie książki albo od filmu dokumentalnego « I’m so-so », w którym udzielił wywiadu-rzeki. Po raz pierwszy zobaczyłam ten film w bibliotece Centre Pompidou w Paryżu. I choć był to dla mnie bardzo trudny czas ogromnego zagubienia, obcowanie z Kieślowskim gdzieś paradoksalnie trzymało mnie w pionie. Sądzę, że Kieślowski miał ogromne znaczenie podczas kształtowania mojej wrażliwości. 

Maciej: Z francuskich pozycji polecam pozycję Vincenta Amiela o tytule „Kieślowski”. Mam bardzo dużo szczęścia, bo p. Amiel jest także promotorem mojej pracy, którą redaguję. Dzięki temu mam możliwość wymienienia swoich pomysłów z kimś, kto przeszedł drogę „badacza Kieślowskiego” już wcześniej. W kontekście dokumentów bardzo wartościowa jest moim zdaniem pozycja „Dokumenty Kieślowskiego” autorstwa prof. Mikołaja Jazdona, a jeśli kogoś interesują wywiady z Kieślowskim i jego własne opinie – „O sobie” autorstwa samego zainteresowanego. I wreszcie pozycja Alaina Martina, w języku francuskim wydana jako „Krzysztof Kieślowski. L’autre regard”.

Jaki jest Twój ulubiony dokumentalny film Kieślowskiego?

Karolina: O la! Teraz to muszę sięgnąć daleko w pamięci. Miałam tę fantastyczną okazję zapoznać się niemalże z całą twórczością Kieślowskiego na spotkaniach kina studyjnego, które odbywały się raz w tygodniu na Zamku w Poznaniu. Byłam wtedy licealistką i oglądałam całą masę « ambitnych » filmów. Wtedy też moim ogromnym odkryciami były filmy Krzysztofa Kieślowskiego. Mam wrażenie, że zobaczyłam wtedy wszystkie jego dokumenty. Jednak trzy z nich zrobiły na mnie ogromne wrażenie to chociażby « Z punktu widzenia nocnego portiera », « Gadające głowy » czy « Urząd ». 

Wraz z upływem czasu coraz bardziej doceniam jego chęć zrozumienia drugiego człowieka, bez jego oceniania. I tak w tych dokumentach są ludzie, których moglibyśmy z łatwością zaszufladkować i uznać za « niewłaściwie » myślących, tak właśnie Kieślowski stara się zawsze nabrać ogromnego dystansu i zrozumienia. 

Polecam belgijską emisję telewizyjną « Strip-tease », stworzoną w 1985 roku. Jest ona formą obserwacji społeczeństwa trochę a la Kieślowski. Wszystkie te dokumenty można oglądać na Amazon Prime. Ogromną zaletą zarówno tych belgijskich dokumentów i Kieślowskiego jest całkowity brak szukania sensacyjności! Uczą one szacunku względem innych, a nie szybkiej i często bardzo krzywdzącej oceny. Nie ma tam ani sensacyjności ani banalności. Dwie cechy bardzo deficytowe!

Maciej: Ciężko wybrać jeden, bo bardzo wiele z nich odznacza się naprawdę wyjątkową intuicją obserwatora rzeczywistości, jakim był Kieślowski. Z filmów stricte dokumentalnych powiedziałbym mimo wszystko, że najbardziej lubię jego etiudy studenckie. Szczególnie mam na myśli „Urząd”, jak i „Z miasta Łodzi”, czyli jego film dyplomowy. Uważam, że w pierwszych filmach Kieślowskiego możemy zaobserwować o wiele więcej podobieństw strukturalnych do najpóźniejszego, najbardziej dojrzałego etapu jego twórczości. Chociażby chodzi mi tutaj o skłonność do nawiązywania do form muzycznych poprzez konstrukcję swoich filmów oraz to, że już wtedy próbował filmować uniwersalne historie, które poprzez opisywanie jednej konkretnej osoby / zjawiska / miejsca aspirują do ujęcia o wiele szerszego problemu.

Zupełnie inna historia to jego filmy dokumentalne, które kręcił w WFF w latach 70. Są wśród nich pozycje całkowicie odstające stylistycznie (jak „Podstawy BHP w kopalni miedzi”, o które ciężko podejrzewać Kieślowskiego), ale również filmy niezwykle intymne, takie jak „Pierwsza miłość”, gdzie reżyser opowiada historie nastolatków, którzy w obliczu ciąży muszą przejść przyspieszony kurs dorosłości. Niestety, tak jak Kieślowski marzył o „opowiadaniu rzeczywistością” bez wpływania na nią, tak w praktyce okazało się to niemożliwe.

Jaki inny twórca – niekoniecznie filmowy – najbardziej Ci się kojarzy z Kieślowskim?

Karolina: Obawiam się, że nie mam… i choć nie chcę idealizować Kieślowskiego ani też nie chcę mu stawiać pośmiertnie pomników, tak jednak jest on dla mnie unikatowy. Miał jedyne w swoim rodzaju spojrzenie na świat i ludzi. Bardzo mi brakuje takich Kieślowskich, którzy w zamian za robieniem filmów, które się po prostu sprzedadzą czyli zarobią na siebie nakręcą takie, które pozostaną na lata wpisane w historie kinematografii. Bardzo dużo oglądam filmów bardzo różnych reżyserów i w bardzo różnych gatunkach, ale niestety jak na razie Kieślowskiego w nich nie odnalazłam. A co do innych twórców niekoniecznie filmowych to przychodzi mi do głowy holenderski malarz Jan Vermeer. Jest to malarz, który zostawił po sobie niewiele obrazów, ale są one oznaką ogromnej skromności i obserwacji. Taki jaki był Kieślowski.

Maciej: Myślę, że Kieślowskiemu bardzo blisko do Bergmana. Chodzi mi nie tylko o spory muzyczny pierwiastek obecny w jego filmach, ale również o rozkładanie na części psychiki swoich bohaterów. Myślę jednak że Bergman podchodził do swoich postaci z dużo większą czułością, nawet jeśli bywał wobec nich okrutny. Jeśli chodzi o podobny ładunek emocjonalny, jaki niosą za sobą filmy Kieślowskiego – i również stronę muzyczną – myślę, że blisko mu do Tarra. On również często przedstawia historię jednego bohatera, ale tak naprawdę tworzy nam pole do o rozważań na bardziej uniwersalnym poziomie.

*

Teraz Wasza kolej – czy również mieliście styczność z twórczością Kieślowskiego? Dajcie koniecznie znać, czy ten niezwykły polski reżyser również wywarł na Was wpływ, a może wręcz przeciwnie i zupełnie nie potraficie się przekonać do jego twórczości? Zapraszam Was też na fanpage’a, gdzie regularnie publikuję treści na temat kina francuskiego, Paryża oraz języka francuskiego!

1 thought on “7 pytań na temat Kieślowskiego – cz. 1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *