pożegnanie z językiem

Pożegnanie z językiem (2014) – granic wciąż nie widać

Nowofalowe filmy zbyt mało hipsterskie? Nowa Fala wciąż żyje, a jej filmowy bóg Godard nie ustaje w obleganiu twierdzy filmowego języka. Jeśli Do utraty tchu wydaje się nam mainstreamowe, sięgnijmy po bardziej współczesne pozycje francuskiego reżysera. Zobaczymy, jak wciąż walczy z tym, co w jego oczach uchodzi za zbyt konwencjonalne. Czy Pożegnanie z językiem to konieczność?

Film o filmie w filmie

Popełniając mini-bluźnierstwo, można by stwierdzić, że Pożegnanie z językiem to taka Nolanowska Incepcja, jednak przeniesiona z gruntu amerykańskiego kina akcji na francuskie kino (aż nazbyt) artystyczne. Koncept incepcji nie tkwi tutaj w fabule i treści, ale w obrazie, dźwięku i słowie, czyli bazowych składnikach formy filmowej. Co za tym idzie, przekopując się przez kolorowe i dziwaczne imaginacje Godarda o swoim psie, liściach, coś tam o Czajkowskim i samochód, znajdziemy dużo buntu, dziwacznych scen i*…

Aleale, jeśli jesteś jeszcze ze mną i z moim tekstem, to znaczy, że masz słabość do Godarda, a jeśli tak, to muszę Cię powieść na dalsze stracenie. Bo Pożegnanie z językiem dalekie jest od Pogardy. Teraźniejszy-Jean-Luc nie daje się tak łatwo strawić. Przy Pożegnaniu jego buntownicza natura zdecydowanie dominuje nad jakimkolwiek poczuciem dostarczenia widzowi pierwiastka zrozumienia. Wręcz przeciwnie, pan Godard woli nam je litera po kadrze odbierać.

Hoho, a o czym jest ten nowy Godard? Tak właściwie to o niczym i o wszystkim i to jest najgorsze w tym wszystkim i najlepsze zarazem. Propozycje z lat sześćdziesiątych – dość niewinne, okiem widza współczesnego – ustępują dra-dra-drastyczniejszym środkom. I nie, drastyczniejszy to nie przemoc czy przesadna ilość seksu. W końcu, oho!, to nie jest przecież kino mainstreamowe, żeby seks i przemoc miały tutaj dominować. Drastyczne jest to, że Godard obiera na celownik nasze wygodne, filmowe przyzwyczajenia po czym, niczym reżyser-terrorysta, rozwala je w drobny mak, aż zostaje nic tylko koniec.

Język w języku w filmie o języku w filmie

Muszę przyznać, że nawet mając świadomość tego, co Godard próbuje mi, jako widzowi, robić… (chociaż, czy ja naprawdę wiem, co on chce mi robić?); …ciężko ogląda się ten film bez poczucia irytacji. Kiedy myślisz, że wiesz, że zaraz będzie pies, masz purchawkę. Nie spodziewałeś się purchawki? Może czerwone światło, służby autostrad, Czajkowski ulica nocą historia młodego małżeństwa nieudany kadr wracamy do psa, opowiadamy teraz historię psa, będzie teraz hist Czajkowski, historia psa. To jest właśnie Pożegnanie z językiem. Tak właściwie, to może to chodzi właśnie o psa? Pewnie tak, a pewnie nie. Właściwie to co to kogo obchodzi?

Eklektyzm filmu Godarda wydaje się nam z dzisiejszej perspektywy tak daleko posunięty, że aż sprawia wrażenie spójnego (uśmieszek). Odzierając z formy język filmowy, Godard paradoksalnie wtłacza go w nową, bardzo konkretną, konwencjonalnie kontestacyjną ramę. Drugi seans filmu to zupełnie inne przeżycie niż pierwszy – gdy zaskoczenie i irytacja ustępuje przewidywalności, cały sens filmu następuje odwróceniu. I co wtedy?

Oczywiście, filmy tego typu zwykle kończą tak, że dostają łatkę „to przeintektualizowane” albo też poddawane są bardzo szczegółowym analizom i przypina im się dla odmiany łatkę „kultowych”. I jedno i drugie to bardzo wygodna opcja – pierwsza to pewien rodzaj „pragmatyzmu filmowego”, a druga – trochę walka z wiatrakami, a trochę łut szczęścia. Tak czy inaczej, jeśli szukasz treści, przestań. Jeśli szukasz zasady – próbuj, efekty mogą być interesujące.

Czy warto dać szansę Pożegnaniu? Pewnie tak, a pewnie nie.

…*nagłych zakończeń i przeniesień wątków, których się nawet nie spodziewamy.

#francuskifilmnawtorek

Film ten jest częścią akcji #francuskifilmnawtorek. Jeśli chcesz być na bieżąco i co tydzień dostawać nową propozycję do obejrzenia – koniecznie polub fanpage’a na facebooku!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *