aktorki francuskie

5 „aktorek idealnych” – kino francuskie oczami postaci kobiecych

Gdy mowa o kinie francuskim, od razu przychodzą nam na myśl takie nazwiska jak Juliette Binoche, Marion Cotillard, czy Audrey Tatou. I gdy myślimy o bohaterkach odgrywanych przez te aktorki, możemy zauważyć sporą różnorodność. Od dziewczęcej i naiwnej Amelii, przez uparcie poszukującą wolności Julie w Trzech kolorach: Niebieskim, aż do (nie) złomnej Stéphanie Z krwi i kości Audiarda.

Dzisiaj pełen wachlarz kobiecych charakterów w kinie artystycznym jest raczej oczywistością. Niemniej jednak, załóżmy dzisiaj okulary przeszłości i przyjrzyjmy się, które gwiazdy lśniły najjaśniejszym blaskiem na przestrzeni historii kina francuskiego. To podróż w czasie do niezwykłych kobiet i postaci przez nie odgrywanych. Pięć aktorek, na podstawie których możemy zaobserwować ewolucję postaci kobiecych od kiedyś aż po koniec XX wieku.

1. Michèle Morgan

Zacznijmy od ery „klasycznego kina francuskiego”, dzisiaj dość zapomnianej. Rzeczywiście, nawet dla najbardziej zagorzałych fanów kina francuskiego to dopiero Nowa Fala (czyli lata sześćdziesiąte) są granicą, przed którą rzadko się wykracza, wybierając pozycję na filmowy wieczór. Może dlatego, że w latach powojennych kino francuskie nie siliło się na szczególną oryginalność, a perełki artystyczne były rzadkością. To właśnie wtedy Morgan posiadała status niekwestionowanej gwiazdy kina francuskiego i była obsadzana w najbardziej dochodowych superprodukcjach.

Biografia Morgan posiada wiele interesujących wzlotów i upadków. Jej kariera fimowa rozpoczęła się bowiem od… ucieczki z domu rodzinnego, aby udowodnić samej sobie, że jest w stanie osiągnąć coś w Paryżu. I udało jej się to z nawiązką – zagrała bowiem w jednej z najgłośniejszych, najszerzej omawianych przez krytyków produkcji przedwojennej. Chodzi o film Ludzie za mgłą (reż. Marcel Carné), gdzie wcieliła się w postać Nelly. Jej efemeryczna postać kobieca uosabiała nieosiągalny ideał, którego nawet pogromca przedwojennych serc Jean Gabin nie potrafił zdobyć. Po wojnie, Morgan doskonale potrafiła utrzymać wizerunek pożądanej przez widzów kobiety fatalnej i to dopiero Nowa Fala zepchnęła z piedestału jej klasę i urok.

2. Brigitte Bardot

W międzyczasie – warto wspomnieć o innej aktorce, którą można postawić w opozycji do eleganckiej i wyrachowanej femme fatale. I tak jak USA miały swoją Marylin Monroe, tak Europa miała właśnie Brigitte Bardot. Mówi się, że odkrył ją jej mąż, Roger Vadim. Głównie dlatego, że kariera urodziwej blondynki rozkwitła po tym, jak w jego filmie I Bóg stworzył kobietę zagrała ona postać zbuntowanej nastolatki. Nie dziwi nikogo dzisiaj fakt, że – biorąc pod uwagę kontekst czasów, w których film powstał – reżyser postanowił się skupić głównie na nieprzewidywalności oraz seksapilu swojej małżonki. I to wystarczyło, aby uczynić z niej ikonę kobiecego kina tamtych czasów.

Zdecydowanie, z dzisiejszej perspektywy większość filmów Bardot zaklasyfikowalibyśmy jako „seksistowskie”. Tym niemniej, w dobie buntu przeciwko tradycyjnym wartościom, to właśnie w niezdecydowanej, trochę naiwnej, a jednocześnie pogrywającej sobie z konwenansami „dojrzałej nastolatce” odnaleziono to, co widzowie chcieli w latach pięćdziesiątych oglądać. Bardot i jej frywolne maniery uosabiały bunt oraz wolność. I tak oto przez kolejnych prawie dwadzieścia lat aktorka uświetniła wiele innych interesujących produkcji filmowych (warto tu chociażby wspomnieć o Pogardzie Jeana-Luca Godarda), a następnie przeszła na aktorską emeryturę, aby móc poświęcić się działalności charytatywnej. Walka o prawa zwierząt, czemu się głównie poświęciła, zasługuje prawdopodobnie nawet na więcej uwagi niż I Bóg stworzył kobietę.

3. Jeanne Moreau

Nadchodzi Nowa Fala i jej kobiece oblicze, czyli Jeanne Moreau, której postaci to zdecydowanie jeden z symboli kina francuskiego lat sześćdziesiątych. Zresztą, praktycznie każdy reżyser z górnej półki tej epoki miał przyjemność pracować z Moreau w swoich produkcjach. Zagrała ona między innymi w takich francuskich dziełach jak Jules i Jim (reż. François Truffaut), Windą na szafot (reż. Louis Malle), ale także wystąpiła u Antonioniego, Buñuela czy Wellesa.

Jeanne Moreau zyskała ogromną popularność po Windzie na szafot właśnie. Po dziś dzień pamiętana jest scena, w której grana przez nią postać przemierza Paryż w rytm jazzowej muzyki. Droga ta symbolicznie przełamała francuskie konwencjonalne i powtarzalne „kino papy” i otworzyła bramę do nowofalowej estetyki filmu, gdzie Moreau mogła stworzyć wiele wspaniałych kreacji filmowych. Sprzeciwiając się zastanej i dopieszczonej do przesady technice aktorskiej, Moreau wypracowała pełne spontaniczności, na granicy bycia naturszczykiem, kreacje, które nadały kinu francuskiemu lat sześćdziesiątych całkowicie nową jakość. Niemniej jednak, wciąż nie da się oprzeć wrażeniu, że pisane głównie przez mężczyzn scenariusze nowofalowe bardziej nowatorsko podeszły do zagadnienia formy filmowej aniżeli do rozwijania psychologii postaci żeńskich bohaterek…

4. Catherine Deneuve

Catherine Deneuve nigdy nie osiągnęła sławy za oceanem. Nie ma jednak tego złego – to w europejskich produkcjach wybierała perełkę za perełką. I aż ciężko powiedzieć, czy bardziej w pamięć zapada jej kreacja z Parasolek z Cherbourga (reż. Jacques Demy) czy z Piękności dnia (reż. Luis Buñuel). Niemniej jednak, pierwsza dama francuskiego kina, jak przystało się ją nazywać, nie bała się podejmować trudniejszych wyzwań, które mniej przystawały do wizerunku typowej kobiecej postaci swoich czasów. Deneuve, która również zaczynała jako „piękność” odeszła więc od standardowej, uległej wersji kobiecości, aby pokazać także swoje drugie, bardziej szalone oblicze.

W filmografii Deneuve zwraca uwagę przede wszystkim różnorodność ról – od lekkich, komediowych i przyjemnych (vide 8 kobiet, reż. François Ozon), do postaci skrajnie szalonych i zdegenerowanych (jak chociażby w jednym z pierwszych filmów Polańskiego – Wstręcie). Wachlarz bohaterek odegranych przez francuską aktorkę zdecydowanie pozwala nazwać ją nie tylko aktorką kultową, ale także niezwykle wszechstronną, która nie bała się zaprezentować widzom żadnej ze stron swojej osobowości.

5. Isabelle Huppert

Od monumentalnych, posągowych postaci kobiecych przechodzimy na zupełnie drugą stronę. To w latach siedemdziesiątych, czyli w epicentrum rozgrywającej się rewolucji seksualnej, Huppert idealnie wpasowała się we wzór aktorki-rewolucjonistki i ściągnęła na siebie uwagę twórców takich jak Godard czy Chabrol. Rola, z którą jest prawdopodobnie najbardziej kojarzona to tytułowa bohaterka Pianistki (reż. Michael Haneke, już z XXI wieku), gdzie z nutą obezwładniającej perfekcji Huppert potrafiła zorkiestrować złożoną postać głównej bohaterki o samodestrukcyjnych skłonnościach.

Całą swoją karierą i wyborami filmowymi Huppert zdaje się przyznawać, że makiaweliczne postaci to dla niej codzienność. To ona stała się twarzą kobiety wyzwolonej, walczącej o wyrażenie siebie. To właśnie pokolenie Huppert stanowiło przełom wyjścia bohaterek filmowych z dotychczasowych schematów i spowodowało, że niespełna dwadzieścia lat później, tudzież dzisiaj, bohaterki kobiece wraz z ich myślami, pragnieniami oraz rozterkami dochodzą do głosu.

*

Miło mi, że jesteś u mnie na blogu! Jeśli interesuje Cię Paryż, kino francuskie, a może planujesz naukę francuskiego – zajrzyj koniecznie na naszego fanpage’a. Regularnie publikuję tam rzeczy, które mogą przyciągnąć Twoją uwagę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *